Projekt polskiej elektrowni jądrowej nie jest jeszcze skończony – nie wszystkie szczegóły na temat kształtu oraz modelu funkcjonowania i finansowania, a także lokalizacji przyszłych polskich elektrowni jądrowych, zostały ustalone. Według „Programu polskiej energetyki jądrowej” z 2020 r. w Polsce ma powstać od sześciu do dziewięciu reaktorów, a rozważane są dwie możliwości ich instalacji. Albo w dwóch lokalizacjach po trzy bloki jądrowe, albo w trzech lokalizacjach po dwa bloki. Jeżeli chodzi o potencjalne możliwości lokalizacyjne – to w pierwszej kolejności wymieniana jest północ Polski: Lubiatowo, Kopalino, Żarnowiec – są to miejsca, w których prawdopodobnie najszybciej będą mogły zostać zbudowane bloki jądrowe. Nie został jeszcze również wyłoniony partner tej inwestycji. Pośród trzech potencjalnych partnerów są koncerny z Korei Płd., Francji oraz ze Stanów Zjednoczonych.

 – Z informacji rządowych, które cały czas do nas napływają, wiemy, że najbardziej zaawansowane rozmowy toczone są ze stroną amerykańską – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert. – To Amerykanie mają przygotować projekt finansowania oraz projekt technologiczny związany z przyszłą polską elektrownią jądrową. Badanie oraz przygotowywanie raportu trwa od lutego i ma się zakończyć na początku przyszłego roku. Wtedy będzie wiadomo, jaką propozycję przygotowali Amerykanie. Należy pamiętać, że projekt polskiej elektrowni jądrowej nie opiera się jedynie na wyborze dostawcy technologii, ale również na kwestii funkcjonowania elektrowni przez kolejnych 40, 50, 60 czy nawet 100 lat. Poszukiwany jest partner, który będzie brał czynny udział zarówno w etapie konstrukcyjnym elektrowni, jak i potem w okresie operacyjnym. Z zapowiedzi rządowych wynika, że najbliżej tego założenia są Amerykanie – natomiast cały czas prowadzone są rozmowy z francuskimi i koreańskimi koncernami. Droga do wyboru dostawcy technologii oraz usług związanych z elektrownią jądrową nie jest jeszcze zamknięta – zauważa Marszałkowski.